Caramel Sun

The secret life of a female photographer
Życie

Oswój swój strach

Listopad 20, 2015
Trails in Barcelona | Caramel Sun

Od zamachów w Paryżu minął tydzień. Ja nadal się boję.

To zupełnie co innego słyszeć o wojnie gdzieś tam, daleko w Syrii, czy Afganistanie, w krajach w których nigdy nie byłam i które są mi odległe kulturowo, a co innego dowiedzieć się o zamachach tuż obok, w pięknym, lubianym i wielokrotnie odwiedzanym przeze mnie mieście.

Cieszę się, że odwiedziłam Paryż i że zwiedziłam sporo. Nie wiem, czy tam jeszcze pojadę. Boję się.

Nie tylko Paryża, ale i innych miejsc. W weekend przeleciały mi przez głowę najróżniejsze myśli na temat potencjalnych miejsc, które mogą być niebezpieczne. Szukałam jakiegoś klucza, według którego mogłabym ustalić, czy gdzieś będzie spokojnie. Dotarło do mnie, że takie miejsca nie istnieją.

Mieszkam w Barcelonie, mieście pełnym turystów. Jest tu metro, centra handlowe, place zawsze pełne ludzi. Codziennie kilka razy korzystam z metra, także w godzinach szczytu. Dotychczas przyglądałam się ludziom, szukając wśród nich kieszonkowców. Dziś obserwuję bagaże, przyglądam się twarzom. I jednocześnie cieszę się, że nie jestem już w Londynie.

Moja druga połówka dwa razy w tygodniu wsiada do samolotu. Wcześniej stresowaliśmy się, że nie zdąży na odlot. Dziś stresujemy się czym innym.

Dziś rano poleciał. Po paru godzinach dostaję wiadomość, że już wylądowali, ale nadal siedzą w samolocie, bo… czekają, aż policja eskortuje jednego z członków załogi. Zimny pot. Nic się nie stało. Ale za parę dni kolejny lot…

 

Paryż | Caramel Sun

 

Paryskie ataki miały na celu zastraszenie właśnie takich ludzi jak ja, jak wy. Ludzi, którzy cieszą się życiem, lubią spotkać się z przyjaciółmi na mieście, pójść na koncert, wyjść z domu. Chcieli, abyśmy poczuli się jak ludzie w Syrii. Abyśmy żyli w ciągłym strachu, jak na wojnie. Myślicie, że się im to udało?

Przebywanie na emigracji nie pomaga. Zasypiając, myślę o rodzinie, która jest daleko, o przyjaciołach i znajomych rozsianych po różnych miejscach na Ziemi. Tęsknię.

Myślę o tym, gdzie wyjedziemy, jeśli będzie trzeba. Myślę o Polsce. Może najlepiej byłoby wrócić, teraz? W takich chwilach Polska wydaje się być najbezpieczniejszym krajem w Europie. Zaszyć się gdzieś daleko, w jakiejś małej miejscowości…

A potem wychodzę na balkon, wystawiam twarz do słońca i o wszystkim na chwilę zapominam.

 
 

Barcelona sunlight | Caramel Sun

 
 

Dziś upiekłam ciasto, w mieszkaniu pachniało domem. Kupiłam nowe zioła na balkon. Powiesiłam na ścianie ramki, które czekały na to od dawna. Zadzwoniłam do przyjaciółki. Spotkałam się ze znajomą na mieście, w nowej knajpce. Odstawiłam na kilka dni media społecznościowe. Poszłam na rower.

Oswajam swój strach. Życie toczy się dalej.

A wy czym oswajacie swój strach?

  • Natalia Peplińska

    Piękny tekst Natalko 🙂

  • ja akurat mieszkam w Londynie… i też sporo myślałam o tych sprawach po ostatnich wydarzeniach. i doszłam do wniosku że nie ma co się dać zwariować. zamachy i katastrofy na świecie dzieją się codziennie i od zawsze. kiedyś to była IRA czy inne oszołomy, teraz mamy religijnych fanatyków. do tego media robią na prawdę okropną robotę bo piszą o tym bardzo wybiórczo a także grają na emocjach. trzeba też zrozumieć, że mieszkanie w dużych miastach zawsze niesie ze sobą ryzyko – pożary, wariaci, wypadki… tłum sprzyja niefajnym zachowaniom. ja zawsze o tym myślałam idąc np. na koncert, jeszcze długo przez pojawieniem się idiotów w wybuchowych kamizelkach. a jeśli wybuchnie pożar i będzie panika, co jeśli ktoś zacznie machać nożem, a jak dach się zawali? tak można w nieskończoności i rozmyślaniem nad tym nic nie pomoże. no coż jesteśmy śmiertelni i nasze życie może się skończyć w każdej chwili. dlatego nie ma co teraz robić tragedii. ot, doszedł jeszcze jeden aspekt niefajności dużych miast. można się zawsze wyprowadzić. albo po prostu żyć dalej, może tylko trochę być trochę bardziej uważnym na to co dzieje się dookoła. na pewno nie można poddać się tej histerii bo tego właśnie chcą ci wariaci. pozdrawiam z deszczowego Londynu.